Jestem ogromnie wdzięczna za to pytanie, bo mam okazję sprostować kilka faktów na temat akceptacji i propagowanego przeze mnie podejścia. Już wyjaśniam w jakich okolicznościach je usłyszałam.

IGNORANCJA I BŁĘDNE ZAŁOŻENIA

Od jakiegoś czasu dodają mi się do znajomych na fb osoby, które szukają chętnych do dwóch – jak to sobie nazwę – piramidek biznesowych. Ich pytania i zagajenia wskazują na jedną “szkołę”, w jaki sposób zdobywać potencjalnych chętnych do biznesu. Przestałam dodawać tych, co nie znam. Zdarza się, że szkoląc mogę kogoś nie zapamiętać, a ktoś mnie tak, więc ostatnio zdawało mi się, że osobę znam i dodałam. Gadka zaczyna się od “Czym się zajmujesz?”. Zgrzyt zębami już tutaj, ponieważ mam to w opisie profilu i złości mnie wszelka ignorancja tego typu. To dla mnie tak oczywiste, że wypada spojrzeć w tym przypadku na profil, jak to, że przed rozmową o pracę zagląda się na stronę firmy, do której się aplikuje. Lecz nic to. “Szkolę i piszę bloga”. Odpowiedź (moja niechęć przeszła przez łącza i dziewczyna spojrzała na profil): “I widzę, że masz dzieci. To pewnie one były inspiracją do działań”. Drugi zgrzyt, bo i tak i nie. To temat irytujący mnie od jakiegoś czasu.  Zdarzają się osoby, które po wyciągnięciu kilku pochopnych wniosków z krótkiego spojrzenia na moją stronę uważają się za tych, co mnie świetnie znają. Cóż, pomyłka.

ANTY-ASERTYWNOŚĆ W PIGUŁCE

“Joasiu, czy o zdrowie dbasz równie mocno jak o prawidłową komunikację?” Po wojnie znajdowano w lesie dość często niewypały i wiecie tak mi się skojarzyło, że to zdanie to przeciwieństwo niewypału, czyli taki “wypał”. Czy dbam czy nie dbam (akurat dbam), to zdanie może sugerować, że może za bardzo skupiam się na komunikacji niż na zdrowiu. Byłoby w porządku zdanie: “A czy interesujesz się może tematyką profilaktyki prozdrowotnej?” itp. “Równie mocno” tutaj odpala ładunek. No, ale czytałam to zezłoszczona na swoje osobiste sprawy, więc przecedziłam to zdanie przez grube sito: “może rzutuję tę złość na bogu ducha winną panią”. Udzieliłam informacji, że stosuję profilaktykę i że nie interesuje mnie tego typu biznes. W odpowiedzi odczytałam, że osoba wyczuła ode mnie niechęć. Uzasadniłam tę niechęć stałymi zaczepkami jej koleżanek i kolegów. Zaczepkami, które brzmią podobnie. I na to przyszło:

“TO GDZIE UŚMIECH I AKCEPTACJA?”

Odpowiedziałam, lecz od razu zadźwięczały mi w głowie alarmujące pytania: “Co to za wniosek i skąd taki wniosek w ocenie mnie w kontekście kilkuminutowego looku na mojego bloga?” “Czy ja jako autorka bloga propagującego podejście empatyczne w wychowaniu jestem zobowiązana być zawsze i wszędzie miła?” “Z jakiego powodu akceptacja ma oznaczać brak szczerości?” I niepokojące potwierdzenie sygnałów, które czasem otrzymuję: “Akceptacja, empatia są mylone z brakiem szczerości, ze stałym uśmiechem na twarzy, z uległością, z pobłażaniem, z naiwnością (tak, zdarzyła mi się taka sytuacja, znaczy kiepska próba), z tzw. miękkim sercem, z brakiem asertywności, stanowczości, skuteczności. Laboga i nie wiem, czym jeszcze, przychodzi mi na myśl nieporadna osoba, na którą ktoś wylewa wiadro pomyj, a ona się uśmiecha. Błąd. To to podejście dłużej i właściwie stosowane wymusza niejako wszystkie te cechy, przed którymi postawiłam wyżej słowo “brak”.

“WOLĘ SZCZEROŚĆ”

Tak odpowiedziałam, ponieważ komunikacja, którą propaguję:
– opiera się na mówieniu z użyciem komunikatu “ja”, czyli w pierwszej osobie
– mówieniu jasno o swoich uczuciach/ preferencjach/ potrzebach,
– asertywności, bo zakłada, że unikam ataku, nawet w odpowiedzi na jawną manipulację
empatii – o ile przed nią stoi asertywność (niemożliwa jest empatia przy postawie uległej, wycofanej,
  nieasertywnej – Brene Brown)
– i pewnie jeszcze sporo pominęłam, lecz na potrzeby tego tekstu wystarczy.

MÓWIENIE O SWOICH UCZUCIACH – W TYM O GNIEWNYCH

Decyzja, aby otworzyć się na wszystkie dziecięce uczucia, przyjmować je bez oceny, takie jakimi są, bez wartościowania dobre czy złe, nazywanie ich, szukanie za nimi potrzeb fizycznych, emocjonalnych, intelektualnych, duchowych, pociąga za sobą kolejną: spotkanie z własnymi uczuciami na tych samych zasadach. Jeśli ja akceptuję dziecięcą złość, a swojej nie – to gdzie przepraszam mam sobie tę swoją wsadzić? (O tym, co się dzieje, kiedy ignorujemy swoją złość pod szczytnym hasłem cierpliwości, piszę w moim kursie “Jak radzić sobie ze złością?) Mówienie o swoich uczuciach jest podstawą każdej prawdziwej relacji, jest warunkiem (wystarczy też samo odczucie) zaistnienia asertywności. Bo skąd mam niby wiedzieć, co dla mnie jest ok lub nie jest – uczucia są drogowskazem. Dowiaduję się tego, czując. A skąd mają wiedzieć inni? Potrzebuję im o tym powiedzieć.

ASERTYWNOŚĆ A ZŁOŚĆ

Asertywność to uczciwość wobec siebie i innych. Odczucie złości w konkretnej sytuacji to ważny sygnał. Udawanie przed samym/ą sobą, że jej nie ma, wypieranie, to oszustwo wobec siebie i wobec innych. Kwestią jest nie czy czuć czy nie czuć, tylko wybrany sposób jej wyrażenia. Możemy zrobić to ulegle – udamy, że nic się nie stało, czy agresywnie – krzykniemy, czy asertywnie – powiemy w pierwszej osobie, nazwiemy uczucia, podamy, co konkretnie nas złości i z jakiego powodu, zdemaskujemy ewentualną manipulację ukrytą w wypowiedzi. Można oczywiście podjąć decyzję, że przemilczamy kwestię, która nas zezłościła. To też będzie ok. Złość ma prawo z nas kipieć, parować uszami, jak na zdjęciu – ma prawo, bo to prawo, by czuć. Złość poczuta, to złość uwolniona. Złość stłumiona, to złość, która “pracuje” na naszą niekorzyść i tych, co się z nami stykają. Bez szczerze poczutej złości nie ma szczerych relacji, ani z dziećmi, ani z dorosłymi. Niemożliwa jest asertywność i dalej empatia.
Zatem “Wolę szczerość” zamiast uśmiechu i aprobaty (nie – akceptacji) tego, co mnie uwiera, dokucza, przeszkadza, nie jest dla mnie ok, jest przeginką.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *