dziewczynka

Ile trwa adaptacja do przedszkola? “Przygotuj się, to potrwa jakieś pół roku” – powiedziała odnośnie adaptacji mama dziewczynki rok starszej od Starszego, kiedy ten ostatni rozpoczynał przygodę z przedszkolem. Niemożliwe – pomyślałam. I zaczęło się. Od września do grudnia przerabialiśmy po kolei dni lepsze i gorsze, z przewagą gorszych. “Nie chcę iść do przedszkola!/ Przedszkole jest głupie.” – i szereg wariacji na ten temat. W poniedziałki było bardzo źle, we wtorki i środy przeważnie znośnie. Starszy zmęczony kilkoma dniami “dawał czadu” w czwartki, a już na pewno w piątki. Sposobów na oswojenie przedszkola przerobiłam tysiące. Pisałam o kilku tutaj. Doszłam też do pewnych wniosków tutaj i tutaj. Starszego wychowywałam inaczej i wiem, jakie błędy popełniłam w kwestii empatii i zauważania potrzeb przez pierwsze 2,5 roku jego życia (sic! wiecie, że to kluczowe lata). Młodszy od urodzenia słyszy słowa empatii, zapewniam mu bezpieczeństwo, zaspokajam potrzeby emocjonalne. Łudziłam się chwilę, że adaptacji nie będzie. Już wiem, że…

Adaptacja to proces naturalny Nie może jej nie być, bo pójście do przedszkola to jedna z pierwszych większych zmian w życiu dziecka. Przełóż to na siebie. Kiedy idziesz do nowej pracy, stresujesz się, jesteś zaciekawiona, podekscytowana, ale też zaniepokojona, jak będzie, czy Ci się spodoba, czy dasz radę. A Ty już masz świadomość – mniej więcej – czego możesz się spodziewać. Nawet kiedy wracasz do pracy po macierzyńskim, musisz się po prostu “wdrożyć” – przecież to znaczy dokładnie to samo, co na nowo zaadoptować. Nikt nie wskakuje w nowe miejsce,  w “nowe buty” bez odczuwania choć przez chwilę tego, że to nowe, nieznane, i tej gamy uczuć, które opisałam w związku z nową pracą.

Adaptacja przebiega tak, jak jest się do niej przygotowanym I dokładnie tak! Starszy był przygotowany na tyle, na ile umiałam go przygotować. Gdybym chciała się samobiczować publicznie, powiedziałabym, że nie miałam pojęcia, co robię i jaki to ma wpływ na jego przyszłe poczucie bezpieczeństwa. I co? Nadrabiałam więcej niż od września do grudnia, bo wcześniej przerabialiśmy jeszcze akademię dziecięcą. Tam był miesiąc zachwytu i reszta roku katorgi. Akceptowałam uczucia, nazywałam je, udzielałam informacji, pokazywałam prawidłowości – generalnie wspierałam każdego dnia przed i po przedszkolu. A mądra pani przedszkolanka – dziękuję pani Małgosiu, pomagała mi “otwierać synka”, by odnalazł się w grupie.

Młodszy jest dopiero po trzech dniach w przedszkolu. Wszystko wygląda inaczej. Przedszkole nie jest głupie, jest fajne. Nie ma jednak euforii z początku przygody przedszkolnej Starszego. Pierwszy dzień był na zapoznanie z lekko radosną ciekawością. Drugiego dnia było już pochlipywanie za drzwiami. Śpi i je – to dla mnie dowód zaspokojonego poczucia bezpieczeństwa – ogólnie – przeze mnie. Nie wiem jednak, ile potrwa i jakie będą jej etapy. Całą nadzieję pokładam w tym, że od urodzenia inwestuję w bliskość, empatię i zauważanie, zaspokajanie jego potrzeb i to zaprocentuje.

Nie – ile trwa, Nie – jak przebiega, lecz WSPARCIE Kiedy czytam lub słyszę, że rodzic chce odwlec adaptację w czasie, martwię się, że to przedłuży tortury tak dziecka, jak i rodzica. Może jest trochę tak, że dziecko będzie trochę bardziej dojrzałe za pół roku czy rok, lecz z perspektywy własnego doświadczenia, myślę, że adaptację trzeba przejść od początku do końca w całości. Po to chociażby, aby wszystkie jej etapy wybrzmiały w całości. Ważne, by wiedzieć, że dziecko przejdzie ją czy chcemy czy nie i że DZIECKO POTRZEBUJE PODCZAS ADAPTACJI NASZEGO WSPARCIA, czyli dania: 1. Prawa do przeżywania adaptacji: – bez zaprzeczania, wyśmiewania czy bagatelizowania – zgody na właściwą dziecku formę ekspresji, a raczej formy – zrozumienia podczas jej kolejnych etapów (śmiem twierdzić, że pokrywają się one z sinusoidą reakcji na zmianę i wiecie, co jest pierwsze? Poczucie niepewności  i zagrożenia) – dania tyle czasu, ile potrzeba 2. Pomocy w przechodzeniu przez nią: – rozpoznawania, akceptacji, nazywania uczuć – rozpoznawania i akceptowania stojących za uczuciami potrzeb emocjonalnych – choćby milczącego, rozumiejącego i cierpliwego bycia blisko.

Każda następna będzie łatwiejsza Uczciwie, to czy damy wsparcie czy nie, będzie łatwiejsza, bo będzie kolejna. Jednak dzięki właściwemu wsparciu podczas tej pierwszej, można liczyć na dużo łagodniejsze adoptowanie się do kolejnych ważnych wydarzeń w życiu. Pamiętam, jak koleżanka na studiach dostawała ataków histerii przed ważnym egzaminem i pisaniem pracy zaliczeniowej. Hmm, teraz mogę snuć przypuszczenia, jakie były tego przyczyny. Znam też kolegę, który adaptuje się do wszystkiego w tempie ekspresowym. Jego mama wychowywała go według zasad (niepełnych) podejścia z “Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Dostaje od niej wsparcie zawsze i wszędzie. Zainwestowanie w bliskość, empatię, zaspokajanie poczucia bezpieczeństwa od urodzenia i właściwe wsparcie podczas pierwszej życiowej adaptacji dziecka zaprocentuje na całe jego życie. (Amen, czyli Niech się tak stanie)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *