#WłączJakMówić – trochę spóźnione w tym tygodniu, lecz uważam, że JakMówić można włączyć w każdej chwili i do tego Was zachęcam.

Miał być inny temat – odpowiedź na wiadomość od Was, lecz to we mnie siedzi drugi dzień i uznałam, że pilniejsze.

W jednym komentarzu pojawiła się ocena, że wypowiedź mojego syna jest infantylna. Pominę dyskusję o tym, że z asertywności, to jedynie czyjaś opinia i tak, jak osoba ma do niej prawo, tak ja mam prawo tę opinię zignorować. Przemilczę też dyskusję z założeniami, które spodziewam się, że były i także spodziewany brak wiedzy na temat tego podejścia.
Chcę się natomiast odnieść do odmawiania dziecku taką opinią najogólniej pisząc prawa do mówienia własnym głosem.
Rodzice chcą z reguły, by ich dzieci pięknie się wypowiadały, by posiadały tzw. własne zdanie.

Zastanawiam się jednak, kiedy i w jaki sposób mają posiąść tę sztukę wypowiadania się od siebie, samodzielnie myśląc, czując, formułując wnioski, mówienia swojego zdania, kiedy jako kilkulatki już – czyli na starcie – słyszą krytykę, krzywdzące opinie, ich samodzielność jest gaszona przez zawstydzanie, wyśmiewanie, sarkazm, a nawet wyszydzanie. To postawa, która przebija także na warsztatach. “Bo on/onanie umie”. A ja się pytam, kiedy i gdzie się miał/a nauczyć?! Przed urodzeniem czy w brzuchu?! Jest teraz dzieckiem i teraz właśnie się uczy. I ma prawo do takiej ilości prób i pomyłek, jakiej potrzebuje, ma prawo eksperymentować z językiem, pytać, wyciągać mylne wnioski, poprawiać się, fantazjować itp.! Nota bene jak każdy człowiek!!! Co nadal pozostaje – stwierdzam z przykrością – nieoczywiste.

Tak, jak potrzeba, by Jaś układał książki po swojemu, może niekoniecznie tak jak rodzic oczekuje, po to, by Jan potrafił pięknie je poukładać, tak konieczne jest, by kilkulatki, nastolatki mówiły swoim własnym głosem, swoim własnym językiem, po swojemu mniej lub bardziej kanciasto formułowały zdania, wypowiadały głośno swoje intuicje, by jako dorośli mieli umiejętność i przede wszystkim odwagę mówić od siebie pełnymi, mądrymi zdaniami.

W jaki sposób – zapytuję – mają kształtować swoje przekonania społeczne, kulturalne, polityczne, kiedy przy próbie zdefiniowania, czym są przykładowe wybory, usłyszą, że to infantylne?! Krzywdzącą, gaszącą, odbierającą chęć i motywację do wypowiadania się OCENĘ.

Dalej, jak można wymagać, by były pewne siebie, śmiałe, odważne w wyrażaniu siebie, kiedy zabija się ich najwcześniejsze próby wyrażania siebie na poziomie werbalnym?!

Te wszystkie zabiegi finalnie zabijają także indywidualność dziecka. A później słyszymy: “taka ta młodzież nijaka, tylko odgapia, nic sama nie wymyśli.” itd. itp. Jak mówi mój znajomy: co chcesz, to masz. Odnosząc to zdanie do tego najkrócej – skoro gasisz próby kształtowania się indywidualności dziecka, jego wyrażanie siebie, to znaczy, że chcesz mieć zgaszone dziecko! Robota powtarzającego wyuczone formułki bez zrozumienia, co mówi.

Tyle. Uszło ze mnie. Musiałam, bo bardzo boli mnie to, że później słyszę/ czytam: mam problem z dzieckiem. I dziecko winne, że takie nieudane. Natura wyposaża każdego człowieka w ogromny potencjał. To złe rozumienie, czym jest wychowanie, próby poprawiania natury, brak zaufania do niej przejawiający się w ingerowaniu w procesy czuciowe, myślowe dzieci, kontrolowanie dziecięcych uczuć i myśli, brak przestrzeni na te procesy, czy właśnie tłumienie ich powodują te problemy.

Dajmy własnym dzieciom szansę próbowania, podążania samym za sobą, my podążajmy, a nie poprawiajmy. Pielęgnujmy tylko tyle, by rozkwitały, a nie kuliły się osaczone.
Podziwiajmy rozwój, wspierajmy go, bez utrudniania. I najważniejsze: pozwólmy im uczuć się siebie samych. Skończmy z demonizowaniem błędów. Nie ma błędów, są tylko ćwiczenia, są tylko etapy doskonalenia. Takie spojrzenie na uczenie się potrzebne jest nie tylko dzieciom. Szczerze do tego zachęcam.

#WłączJakMówić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *