Błędy mają to do siebie, że można je naprawić od razu, można też stopniowo, powoli pracować nad ich naprawieniem, no i nie dają się naprawić w ogóle. Z błędami wychowawczymi jest podobnie. Mam tylko nadzieję, że wszystkie wcześniej czy później jednak da się naprawić. Przykładowo oduczenie niewłaściwych nawyków zasypiania zajmuje przynajmniej kilka dni i nocy, ale przy odpowiednim postępowaniu jest całkowicie wykonalne. Kiedy piszę dla Was notatki w niebieskich okienkach, to równo z tym odświeżam sobie pewne kwestie w moim podejściu do dzieci, przyglądam się bliżej, co już dobrze mi wychodzi, a nad czym jeszcze muszę popracować. Przy notatce 20 – o rywalizacji – opartej na poglądach Jaspera Juul’a musiałam mocno zweryfikować swoje podejście. Zaniechanie komentarzy do Starszego, żeby nie bił Młodszego, że Młodszego boli, zaniechanie biegania w panice, że Młodszemu coś się stało, bo płacze – było bardzo trudne.

Żeby sobie ułatwić, skupiłam się na przytulaniu Młodszego, kiedy zaczynał płakać po starciu ze Starszym. Tych starć w ciągu dnia może być nawet kilkanaście. Sami to wiecie. Zależy od dnia. Dobry dzień – kilka starć. Gorszy dzień – nawet kilkanaście. Ufam Juul’owi, ale kiedy ktoś z otoczenia patrzył krytycznie, że nie upominam i nie karcę Starszego za ataki na Młodszego, musiałam się mocno podbudowywać, aby wytrwać: „To jest lepsze niż krzyk i kara. Te dwie reakcje pogarszają sytuację. Muszę dać nam szansę. Warto spróbować czegoś innego niż powtarzać zachowania, które na pewno nie przynoszą dobrego efektu.” Z początku widać było tylko tyle, że Starszy chyba rzadziej atakuje Młodszego, bardziej próbuje się z nim bawić, troszczy się o niego. Nie byłam pewna. Myślałam, może to złudzenie. Po prostu mają lepsze dni. Dziś rano aż wzruszyłam się z wrażenia. To, co się wydarzyło, rozwiało moją niepewność co do zachodzących zmian. Starszy bawił się bardziej obok Młodszego niż z nim. Kiedy powiedziałam, żeby Młodszy przyszedł do kuchni, bo jest śniadanie, usłyszałam: „Tomastik, chodź, mamusia ma dla Ciebie kaszunię”. Zaznaczę tu, że nie znoszę zdrobnień i to nie jest cokolwiek powtórzonego po nas, tylko zdanie wymyślone w całości przez Starszego. Po czym Młodszy przyraczkował do kuchni, a Starszy objął go i powiedział: „Mama, patrz, bratowie”. Cytat dosłowny :) :) :) Piszę to, żeby pokazać, że – przy niezaprzeczaniu negatywnym uczuciom do brata, nieporównywaniu, nieprzypisywaniu ról, niekarceniu Starszego za ustanawianie hierarchii w domu, niekrzyczenie „nie wolno”, mówienie do Młodszego: „Tak, wiem, boli Cię” i czasem: „Chodź, brat nie chce się z Tobą teraz bawić” – u Starszego zmniejszyła się zazdrość i agresja, przestał bić brata po głowie (na co mało nie dostawałam ataków paniki, że zrobi Młodszemu krzywdę), kiedy mu się umyśliło, a rozwinęła się chęć opieki nad bratem, poczucie troski o niego i wydaje mi się, że też trochę empatii. Oczywiście w tej relacji nie ma możliwości, żeby starć nie było w ogóle. Byłoby to nawet podejrzane. Dlatego zaraz po śniadaniu Starszy zaczepił Młodszego i ten popłakał chwilę. Przytuliłam Młodszego. Starszy zreflektował się i zawołał go z powrotem do zabawy. Wygląda na to, że kontynuując działania zgodne z tym podejściem są realne widoki na to, by ta relacja była tylko ich dwóch, a nie zapośredniczona przez mnie lub tatę i by sobie o nią coraz bardziej dbali. Chcę tego bardzo, bo aż za dobrze wiem, co dzieje się między rodzeństwem, gdy rodzice zbytnio ingerują między dzieci i podsycają ich rywalizację, a później ją potępiają i karzą za nią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *