zdjęcie z serwisu Pixabay

Szukałam pisarki po całym mieszkaniu. Przeprowadziłyśmy się ostatnio i nie odkryłam jeszcze jej ulubionej “miejscówki”, w której zaszywałaby się, aby pobyć ze swoim pisarskim wnętrzem.
– “Hop, hop! Pisarko! – zawołałam bardzo jak na mnie nieśmiało.
Przemaszerowałam przed duży pokój i znalazłam ją stojącą za zasłoną. Rozmawiała przez telefon.
Moja szczęka chyba opadła na podłogę, wróciła i tak kilka razy.
Dałam jej sygnał ręką, żeby przyszła do mnie, kiedy skończy i cofnęłam się do swojego pokoju. Widok pisarki za zasłoną z telefonem w ręku nadal tkwił w moim umyśle na kształt słupa soli i nie mogłam go przepędzić. Musiałam mieć głupią minę, siedząc z tym wyobrażeniem w głowie. Żadna sensowna myśl nie raczyła na mnie spłynąć w tym temacie. Zezłościłam się jednie na większy rozwój mojej lewej półkuli w ostatnim czasie, co obwiniłam za wygenerowanie obrazu w umyśle. Obrazu bez treściwego podpisu, który byłby rezultatem szczegółowej, ekspresowej analizy, tak mi kiedyś właściwej i ulubionej.
– “Hejo” – pisarka weszła do mnie z dość osowiałą miną.
– “Rozmowy przez telefon?!” – okrzyk zdziwienia wyskoczył ze mnie tak nagle, że sama byłam sobą zaskoczona i usiłowałam myślą złapać wydawałoby się kilka minut temu zadomowiony w moim umyśle na stałe obraz pisarki z telefonem.

Pisarka smutno zwiesiła głowę. “To do niej niepodobne!” – pomyślałam jeszcze bardziej zaskoczona. Czekałam jednak. Jej empatyczna postawa dała rezultaty – nauczyłam się dawać przestrzeń i wybór, czy ktoś chce powiedzieć czy nie. To było kolejne zaskoczenie. I było już dla mnie jednym za dużo. Mogę być zaskoczona sobą albo pisarką. Obiema jednocześnie było ponad wytrzymałość mojego systemu, który jak instalacja elektryczna przeciążona w kilku miejscach zaczynał iskrzyć. Ciekawe, bo nie wpłynęło to nadal na wygenerowanie sensownego komunikatu. Czekałam. Pisarka stała i myślała. “Gdzie jej luz, każący rozłożyć się na pierwszej z brzegu kanapie?!” – następne pytanie zaiskrzyło we mnie.

“Jestem uzależniona” – wydusiła nareszcie z siebie pisarka, czym uratowała mi życie i pewnie całej kamienicy, która mogłaby spłonąć od przepalenia mojej instalacji i zająć wszystko wokół.
“Tttty?! – wyjąkałam. “Od czego niby?”
Pisarka patrzyła z zadumą przed siebie.
– “Od pisania?” – zaczęłam zgadywać. I nie czekając na reakcję pisarki, odpowiedziałam sama sobie: “No, nie uwierzę. Nie popełniłaś – że użyję tego okropnego słowa – ostatnio zbyt wielu tekstów”.
– “Skądże.” – odparła krótko pisarka. Ja zaczęłam intensywnie analizować zwyczaje mojej towarzyszki życia.


– “Od zielonej herbaty!” – wykrzyknęłam jak Archimedes, tyle że w spódnicy i byłam totalnie pewna swego: “Tak, no masz rację. Potrafisz tego wypić hektolitry. Nie wiem, czy w Japonii wypijają tyle szklanek dziennie. Tam nie liczę, ale na każdą przerwę herbatka, to z osiem do dziesięciu zejdzie.” Popatrzyłam na nią i jej nadal smutną zadumę.
– “Pisarko, to tylko zielona herbata!” – wykrzyknęłam. “Od tego nikt się jeszcze nie uzależnił!” Zadowolona uśmiechnęłam się do niej i spodziewałam się, że się rozpromieni.
– “To wierzchołek góry lodowej” – pisarka zasmuciła się jeszcze bardziej.
Poczułam się źle. To ja byłam tą, którą do tej pory trzeba było wyciągać z generujących smutne wnioski rozmyślań i niezawodnie robiła to pisarka. Czułam, że to wyzwanie. – “Czy jestem na nie gotowa?” Musiałam być. Chodziło przecież o MOJĄ (!!!) pisarkę.
– “Opowiadaj. Niech zobaczę, co pod powierzchnią wody. Dotrzyjmy na samo dno problemu!” – prawie zawołałam z entuzjazmu i przejęcia.

“Tak, wiem. Postrzegasz mnie jako ułożoną, zasadniczą, systematyczną i tak dalej. Pewnie nawet nie dopuszczasz do myśli, że poza zieloną herbatą i filmami o plaży z leżakiem i mohito bezalkoholowym, mogę mieć jakieś słabości…” Popatrzyła na mnie i upewniwszy się, że się zgadzam, kontynuowała. – “Też tak myślałam, lecz oszukałam samą siebie.”
Popatrzyłam pytająco.
– “Dobrze zaobserwowałaś moje nałogowe picie zielonej herbaty, lecz to przykrywka dużo poważniejszego problemu. Piję jej ogromne ilości nie po to, by utrzymać szczupłą sylwetkę, młody wygląd czy być zdrowszą. To sposób na zaspokojenie innego nałogu.”
Znów popatrzyłam pytająco, lecz w wyrozumiałą cierpliwością.
“Od dawna czułam, że moja pisarska wrażliwość predestynuje mnie do dawania z siebie za dużo, kochania za bardzo…” Pisarka zamyśliła się na kilka sekund.

– “Normalnie kobiety mają tak, że zakochują się w mężczyznach i wiedzą, że coś w ich związkach nie gra. Życie pokazuje im, gdzie jest problem – kochają za bardzo, skupiają się tylko na swoim facecie, uzależniają się od niego emocjonalnie.” Zgodziłam się z nią milczącym, ledwie zauważalnym ruchem głowy. Zaczynałam rozumieć.
– “Ale jak to zrobiłaś?!” – nie pohamowałam jednak chęci usłyszenia jej wersji, zamiast swoich szybkich domniemań.


“Kiedy zaobserwowałam, że mam tendencję <wisieć” psychicznie na facecie, rzuciłam się w wir obowiązków. To pomagało. Chciałam być niezależna. Chciałam być silna i ukryć tę dysfunkcję. Kiedy miałam dość pracy, sięgałam po zieloną herbatę. Stąd te ogromne jej ilości…
Zamiast rozwiązać problem, przykryłam go tylko jakże bez tego kontekstu zdrową zieloną herbatą. Do tego ostatnio zagadywałam to przez telefon. Godzinami. Nie widziałaś, bo chowałam się przed Tobą, zezłoszczona na siebie za gadulstwo. Nie rozumiejąc, skąd nagle taka presja we mnie, by gadać i gadać. Zapomniałam o tym tricku, który na sobie zastosowałam, bo to było bardzo dawno temu.”

-“Jak się dowiedziałaś, że to nie tak?” – prawie wykrzyknęłam. – “A wiem, pewnie przez tego pisarza…” – zaczęłam.
– “Pisarza? Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale tak. W rozmowach z nim zaczęłam czuć się świetnie i powoli odkrywać, że zielona herbata przestaje mi smakować. Przyjrzałam się sobie z tym i odkryłam, a raczej przypomniało mi się, co ta herbata miała przykryć.”

“Pisarko, sama mnie uczyłaś, że świadomość to 90% drogi do rozwiązania problemu. Ty już wiesz. Zakładam, że będziesz zdrowsza nim odlecą bociany.” Uśmiechnęłam się do niej ciepło i poczułam w całej sobie pewność swych rokowań. Pisarka popatrzyła na mnie smutnymi oczami, które ku mojej radości były mniejsze niż zwykle. To był fizyczny znak, że jej uzależnienie prędko maleje.

2 thoughts on “Uzależnienie od zielonej herbaty”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *