krol krolowa

Władza i racja ponad wszystko

Pkt. 1. Rodzic ma zawsze rację. Pkt. 2. A jeśli nie ma racji, wróć do punktu 1. To hasło pojawiało się w wielu odsłonach i jestem pewna, że świadomie bądź nieświadomie jest mottem także dla wielu rodziców. W związku z tym, dzieci powinny być bezwzględnie posłuszne dorosłym. Dorośli zaś, czy mają rację czy nie, czy robią dobrze/mądrze/rozsądnie/sprawiedliwie itd. itp. czy nie, mają przyjmować postawę tych, którzy nigdy się nie mylą. Do czego prowadzi taka postawa? Na pewno do niczego dobrego. Wbrew pozorom, rodzic nieomylny nie zyskuje w oczach dziecka. Każde dziecko jest na tyle mądre, że widzi i rozróżnia błędy od właściwego zachowania. Jeśli więc rodzic popełnia błędy, lecz nie przyznaje się do nich, tylko tuszuje je jakoś i/lub z pomocą władzy rodzicielskiej wymusza uznawanie ich za nie-błędy, zamiast zyskiwać w oczach dziecka – totalnie traci autorytet. Dziecko, a szczególnie później – nastolatek czy dorosłe dziecko, na pewno nie będzie szanować rodzica, który swój pseudo autorytet, bo autorytetem nie można go nazwać – będzie budować podejmując działania mające na celu uzyskanie miana nieomylnego. Mamy więc brak szacunku lub niewielki szacunek. Rodzic nieomylny narażony jest także na śmieszność. Nadmuchany wizerunek, który nie ma pokrycia w czynach to przyczynek do bycia śmiesznym. Nikt nie traktuje poważnie osób, które robią inaczej, a twierdzą inaczej. Postawa nieomylnego, nieomylnej prowadzi także do tego, że dziecko zyskuje przekonanie, że na takim rodzicu nie może polegać. Jak bowiem polegać na kimś, kto – od sprawiedliwości, rozsądku, sensowności, prawdy – bardziej ceni sobie własną rację i ukrycie własnych błędów. Dorosłe dzieci – kiedy przepracują już całą złość na niesprawiedliwe – bo do tego sprowadza się ukrywanie błędów – zachowanie rodzica – czują już tylko smutek i zawód: rodzic nie jest człowiekiem przez duże C. Nie jest człowiekiem, na którego się kreuje, bo przecież nieomylność powinna – paradoksalnie – dawać miano kogoś prawego, dobrego, mądrego – sprawiedliwego sędziego, który troszczy się o tych, których kocha. Dzieci takiego rodzica uczą się też czegoś, co może bardzo utrudnić im życie. Mianowicie tego, że popełnianie błędów jest złe, że nie można tego robić, albo trzeba to ukrywać. To wyklucza budowanie wysokiego poczucia własnej wartości, prowadzi zaś do skupiania się w życiu na intensyfikowaniu wysiłków, aby uniknąć błędów. To perspektywa dziecka. A jak wygląda to ze strony rodzica pretendującego do nieomylnego? Taki rodzic przede wszystkim traci prawdziwy obraz siebie. Wymuszanie przez lata posłuszeństwa w imię własnej nieomylności prowadzi do tego, że choćby ze strachu przed gniewem czy dla świętego spokoju, nikt nie próbuje pokazać mu, że się myli. Taka osoba nie dostaje informacji zwrotnej na swój temat. Co za tym idzie, nie może rozwijać się wewnętrznie. Jeśli nie wcale, to może to robić tylko bazując na subiektywnym obrazie siebie. I ostatni skutek, który mi na tę chwilę przychodzi do głowy – samotność. O jak bardzo samotny jest ten, kto nie może dopuścić do siebie nikogo ze strachu, że inni dowiedzą się, że popełnia błędy i po prostu jest człowiekiem. Macie jakieś własne przemyślenia na ten temat? Możemy podyskutować o tym na fb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *