son-998655_1280Aby zrozumieć dziecko, trzeba być jak dziecko. To myśl, która wraca do mnie, szczególnie wtedy gdy czuję, że w pędzie codzienności przestaję widzieć perspektywę dziecka (liczba pojedyncza, gdyż nieważna jest ilość, każde z nich jest inne, ma inny charakter, inaczej odbiera i przeżywa rzeczywistość). Mam wrażenie, że od najmłodszych lat – starając się sprostać wymaganiom dorosłych, często za wszelką cenę, próbujemy zachowywać się jak dorośli. W czym to się przejawia? Najczęściej nieokazywaniem uczuć, nie mówieniem o nich, byciem poważnym, braniem udziału w grach, a nawet manipulacjach dorosłych, dostosowywaniu się, wyrzekaniu siebie, żeby zostać zaakceptowanym, uznanym za godnego przebywania w towarzystwie dorosłych i dopuszczenia do ich spraw. Nie ma to oczywiście często związku z dojrzałością wewnętrzną, lecz jest po prostu przystosowaniem. Od nas jako dzieci wymagało się niejednokrotnie właśnie bycia poważnym, “nie mazgajenia się”, robienia tego, co dorośli chcą, niezależnie od tego, co o tym myślimy, a już na pewno co w związku z tym czujemy. Aby rodzice byli zadowoleni, trzeba było starać się zachowywać, jak oczekują, by zasłużyć na mano dorosłej, dorosłego. Czasem te określenia były zastępowane “odpowiedzialną”, “odpowiedzialnym” i wieloma innymi, których konotacja była zbliżona. Przyzwyczajeni, wręcz zrośnięci z takim podejściem, podobne oczekiwania mamy wobec własnych dzieci. Pojawiają się nieświadomie i automatycznie. Tego od nas oczekiwano, tego my oczekujemy. Aby jednak zrozumieć dziecko, trzeba zauważyć jego uczucia, jego potrzeby, jego perspektywę. Bez tego nie osiągniemy bliskości, dziecko “nie otworzy się” na nas, a my będziemy bardzo daleko od zrozumienia jego świata. Korczak pięknie pisał o wznoszeniu się do dziecięcych uczuć, a ja mimo wszystko myślę o pochyleniu się – pełnym pokory, otwarcia na drugiego człowieka, jego prawdę. I od razu nasuwa mi się kolejne skojarzenie, tym razem z tym, co pisał Tischner w “Filozofii dramatu”. Pisał o spotkaniu na scenie. Ludzie spotykają się na scenie, którą jest życie, ale spotykają się naprawdę dopiero wtedy, kiedy otworzą się na drugiego człowieka i samą scenę. Za innym filozofem – Levinasem – Tischner mówi o ludzkiej twarzy jako tym, co wyraża to, kim jest człowiek. Nie zobaczymy czyjejś twarzy, tego, kim jest nasze dziecko bez zrównania swojej twarzy z jego, bez zgięcia usztywnionego dorosłością karku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *