Bicie wypływa z bezradności. Jest ostatecznym argumentem, kiedy już brak wszystkich innych słownych argumentów. Kiedy brak siły, cierpliwości, żeby po raz kolejny coś wytłumaczyć, żeby przypomnieć „nie rób tego”, żeby napomnieć „zrób tak a nie inaczej”.  Bicie – argument siłowy, który oznacza, że nic innego nie przychodzi już do głowy, że jesteśmy całkiem bezradni, bezsilni, że czujemy, że już nic nie wymyślimy i musimy posunąć się do ostateczności. Bicie wymyka się na fali silnych emocji, albo jest decyzją ad hoc „nic innego mi nie pozostało”. Ale czy na pewno?

Co da nam uderzenie dziecka za zrobienie bądź niezrobienie czegoś? Da nam poczucie winy, wyrzuty sumienia, sami przypniemy sobie etykietkę bijącego rodzica, poczucie wstydu przed samą/ym sobą i przed dzieckiem. To ostatnie może nawet skutkować odsunięciem się od dziecka, zbudowaniem bariery: „bo ono mnie do tego zmusiło”, a to wyrzut, pretensja, że dziecko wyciągnęło na światło dzienne naszego wewnętrznego potwora, którego nie spodziewaliśmy się w sobie mieć. Za tym idzie niechęć do dziecka. Co „zyska” uderzone dziecko? Jeśli ktokolwiek jeszcze myśli, że jakąkolwiek lekcję wychowania, to się całkowicie myli. Uderzenie przyniesie dziecku upokorzenie, poczucie krzywdy, niesprawiedliwości. Poczucie niesprawiedliwości bierze się stąd, że dziecko nie robi niczego ze złej woli. Wiem, że to odważna teza, bo powiecie, że przecież często zdarza się, że dziecko powtarza pewne czynności i to „wygląda”, że jest złośliwym działaniem z jego strony. To też nieprawda. To wołanie o uwagę, o obecność psychiczną nie tylko fizyczną, to czasem akt desperacji, a czasem tylko, a może aż nieumiejętność poradzenia sobie z własnymi uczuciami. To zachowanie, które mówi, a raczej krzyczy: „Jestem tu!” „Zauważ mnie w końcu!” „Pomóż mi!” „Nie radzę sobie!” „Potrzebuję Cię!” Czasem też dziecko chce nam pomóc i po prostu mu nie wychodzi. Dzieci katalogują nasze oczekiwania. A my nie zdajemy sobie sprawy, że dziecko miesiąc a może nawet kilka miesięcy wcześniej widziało jakąś sytuację i że wtedy wymagaliśmy jakiegoś działania bądź zaniechania działania, może nawet zwróciliśmy dziecku nieprzyjemnie uwagę i po takim czasie w analogicznej sytuacji, nasze dziecko, chcąc nam pomóc, zrobi coś, co uzna za właściwe, dobre, właśnie pomocne. A my dajemy mu za to lanie. Dziecko robi się wobec nas nieufne, nie czuje w nas oparcia, traci poczucie bezpieczeństwa i naszej akceptacji. Są między nami a dziećmi trudne sytuacje. Nie żyjemy w próżni i bywają dni, że nakłada się na siebie sporo stresów, nerwowych zdarzeń. Dziecko jest tym domownikiem, które im mniejszy, tym więcej potrzeb ma do zaspokojenia z naszą pomocą. To irytuje, podminowuje, my zajęci myślami o naszym dorosłym życiu, naszych poważnych sprawach o pracy itd., itp., a dziecko ciągle jeszcze czegoś od nas chce, albo „sprawia kłopoty”. Nawet w ogniu nachodzonych na siebie, wydawałoby się wymykających się spod kontroli wydarzeń między nami a dzieckiem da się stanąć i dziecko… PRZYTULIĆ… Co dzięki przytuleniu zyskasz jako rodzic? Czas na ochłonięcie. Poczucie, że to, co się dzieje, jest mało ważne, bo tulisz swój największy skarb. Szacunek do siebie, że Twoja bezsilność nie zamieniła się w rękoczyny. Przestrzeń pobycia z dzieckiem w bliskości. Znów czas na wymyślenie rozwiązania, albo czas, który sprawi, że problem rozwiąże się sam, bo może dziecko potrzebuje TYLKO i AŻ Twojej bliskości. Zyskasz też poczucie solidarności z dzieckiem – „Jesteśmy w tej trudnej dla nas obojga sytuacji razem. Razem pomyślimy, co dalej”. Tak przeżyta trudna chwila łączy rodzica i dziecko. Buduje zaufanie, buduje więź. Łączy, a nie dzieli. Co zyska przytulone dziecko? Czas na wyciszenie. Bycie zauważonym. Pewność, że w nerwowej, trudnej chwili może na rodzica liczyć. Akceptację jego potrzeb emocjonalnych. Zrównanie jego spraw ze sprawami rodzica. Poczucie, że mama lub tata są ze nim. Zaspokojenie potrzeby obecności psychicznej i bycia w bliskości z rodzicem. Poczucie bezpieczeństwa. Nie chodzi o to, aby w furii ruszyć do dziecka i próbować je przytulić. Byłoby to dla niego raczej przerażające. Chodzi o to, aby w momencie, kiedy czujemy, że sytuacja staje się coraz bardziej nerwowa, usiąść albo kucnąć, zawołać dziecko do nas na kolana, wyciszać sytuację. Wiem, że ciężko się często opanować, jednak może warto ustawić sobie w myślach tzw. „kotwicę”. Kiedy poczujemy, że zaczynają ponosić nas nerwy, przywołać jakąś myśl np. „Moje dziecko tak robi, bo mnie potrzebuje. Czas na przerwę/przytulanie” lub popatrzyć na Wasze wspólne zdjęcie w mieszkaniu i pomyśleć: „Wymieniam bezsilność na przytulanie. Przytulanie przybliża rozwiązanie”. Po kilku razach, kiedy poczujecie korzyści płynące dla Was i dla dziecka z takiego rozwiązania, nie będzie Wam już potrzebna żadna „kotwica”. Zatem kiedy jesteś bezradny po prostu przytul, nic nie stracisz, a zyskasz wszystko, co napisałam powyżej dla swojego dziecka i dla siebie i dodatkowo zdecydowanie lepszy efekt wychowawczy, a przed wszystkim dobry kontakt z własnym dzieckiem.

0 thoughts on “Przytulanie kontra bicie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *