“Wybieram się od pół roku na warsztaty związane z moją pasją. Jeszcze nie doszłam.”
“Mam zamiar zeszczupleć i od kilku lat chcę coś z tym zrobić, lecz jeszcze nie zaczęłam. Ok, może zaczynałam kilka razy, lecz po kilku godzinach/ dniach/ tygodniach/ miesiącach (wstaw swoje) rezygnowałam i wracałam do starych nawyków”. “Kiedy po całym dniu codziennych obowiązków mam coś dla siebie zrobić, nie mam już siły, ani ochoty.” “Odkładam swoje na później”. Co ja od razu podkreślę: “ODKŁADASZ SIEBIE NA PÓŹNIEJ”

Odnajdujesz się w którejś z powyższych wypowiedzi lub Twoja mogłaby brzmieć podobnie? Zwalasz to na swoje lenistwo, by pewnie jeszcze sobie za to konkretnie dokopać i obniżyć poczucie własnej wartości? Wierz mi, coś takiego jak lenistwo nie istnieje. Zaciekawiłam Cię? Jeśli tak, to czytaj dalej, bo powody tego stanu podam inne niż wszyscy, inne niż lenistwo. Nowy Rok blisko, więc przyda się ten tekst, aby zrezygnować z nigdy nierealizowanych postanowień noworocznych albo zrobić jedno: to właściwe. Po przeczytaniu wszystkiego będzie oczywiste, jakie.

JEDZIESZ W CUDZYM ZAPRZĘGU

Jak się masz z tym zdaniem? Coś zaczyna się rozjaśniać? Przyjrzyj się, co robisz dla siebie, a co robisz tak naprawdę dla innych, bo “musisz”, “powinnaś”. Może jedziesz na wakacje do zatłoczonego kurortu, a wolisz las i góry albo odwrotnie, lecz robisz to: “bo koleżanki z pracy jeżdżą…”, “bo partner, mąż to lubi” itd. itp.
Odkryłam, że najbardziej brakuje nam czasu i motywacji dla samych siebie, kiedy 99% naszej codziennej energii wkładamy w robienie rzeczy, które tak naprawdę nie są nasze. Może nawet mocniej: ŻYJEMY NIE SWOJE ŻYCIE. Proponuję ćwiczenie: weź kartkę, wypisz – wiem “wypisz”, też nie znoszę wypisywania, lecz wypisuję, bo przekonałam się, że z ręki płynie na kartkę coś innego niż blabla w kółko umysł) – a więc wypisz wszystko, co robisz na przykład w taki piątek jak dziś albo ten dzień, w którym  będziesz to czytać i po tą listą, zrób dwie kolumny. Do lewej wpisz te rzeczy, które robisz dla siebie, z siebie, ze swojego serca, a do prawej wpisz te, które robisz, bo: wypada, tak zostałaś nauczona, musisz, powinnaś, bez Ciebie się dom zawali itd. itp. Na pewno te argumenty masz perfekcyjnie opanowane.

Jak wyszło? Jeśli w lewej kolumnie nie masz nic albo prawie nic, to masz odpowiedź, z jakiego powodu stale jesteś zmęczona. Ciągniesz nie swój zaprzęg. A skoro tak, to skąd masz mieć motywację, by robić więcej, lepiej, mocniej.

ZAPEŁNIJ TABELKĘ ODWROTNIE

Robienie wszystkiego, co nie Twoje, sprawia że na swoje zupełnie nie masz już siły, ochoty, motywacji. Tak działa ciągnięcie nie-swojego zaprzęgu. Spróbuj odwrotnie. Wiem, że to wyzwanie. Zacznij od jednej rzeczy najlepiej na początku dnia albo od takiego, która zdecydowanie poprawi Twoje samopoczucie, jakość pojedynczego dnia. U mnie było to najpierw robienie sobie wegetariańskiego obiadu. To dodatkowy wysiłek dla mnie, obok tych dla rodziny, lecz zdecydowanie sprawił, że poczułam siłę i moc, by więcej robić dla siebie. Gdy już oswoisz robienie jednej rzeczy, dołóż drugą, trzecią. Pamiętaj, to ma być TWOJE TEMPO dokładania. U mnie było tak, że najdłużej byłam z tym obiadem, robiłam tylko to. Po kilku tygodniach byłam już tak zmotywowana, że dokładałam po 2-5 rzeczy na tydzień.

CO Z CODZIENNYMI OBOWIĄZKAMI?

Samo się nie zrobi. Tak, to oczywiste (choć nie do końca, bo to też własna obserwacja, że kiedy zrobi się przestrzeń, to inni członkowie rodziny nagle potrafią i mogą coś zrobić sami z siebie. Po zebraniu szczęki z podłogi, że mama czegoś nie zrobiła). Jeśli dołożysz tę czynność dla siebie, pewnie wypadnie jedna lub więcej rzeczy dla domu, rodziny. Na początku. Na początku, bo jeszcze będziesz zmęczonym pieskiem w cudzym zaprzęgu. Możesz wybrać świadomie, z czego chcesz i możesz przez tydzień, dwa zrezygnować i jak to się mówić dom czy świat się nie zawali. Oczywiście, że później będziesz i tak potrzebowała to zrobić. Tak. Tylko będziesz już mieć siłę. Inaczej podejdziesz do tego, co obowiązkowe. Może nawet zaczniesz wybierać, by robić to inaczej, kiedy indziej, bo DLA SIEBIE. Robienie DLA SIEBIE motywuje, dodaje sił, daje totalnego, pozytywnego kopa. I pamiętaj jeszcze o jednym, robienie czegoś DLA SIEBIE to coś bardzo aktywnego, lecz często też dodanie odpoczynku w ulubiony przez Ciebie sposób we właściwej chwili.

Wchodzisz w to? Daj znać i powodzenia!

Ps. Jeśli masz pytania, to pisz śmiało.

 

 

2 thoughts on “Kiedy lenistwo wcale nie jest lenistwem”

  1. Heh dobre. Ja tam nie odkładam, ale w Twoim wpisie widzę swoich znajomych zwłaszcza na grupowe wyjazdy z ludźmi, których nie lubią i w miejsca za którymi nie przepadają ;]

    1. To jest z reguły wierzchołek góry lodowej. Wyjeżdża się tak, jak piszesz. Pracuje się tam, gdzie modne i można dużo zarobić albo uważa się za prestiż z jakichś powodów albo tradycja rodzinna nakazuje. Wybiera rozrywkę, hobby, które jest czyjąś pasją, a nie tej osoby. Czasem nawet je to, co współlokator/ka, mąż, chłopak. Pułapka robi się jeszcze większa, kiedy zostaje się rodzicem i robi coś, bo “powinno się”, “co inni powiedzą”, “czego inni niemo i rzekomo oczekują” i nagle okazuje się, że w swoim życiu pędzi się nie po swoje. To nie tylko męczy, to jak napisałam jeszcze demotywuje i odbiera ochotę do wszystkiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *