po burzy

Już najmłodsze dzieci doświadczają napięcia, które może wynikać z tego, co spotyka je same bezpośrednio, jak i z tego, co przeżywają przy nich ich rodzice.

Takie napięcie często dzielnie niosą w sobie. I to na czym chcę dziś skupić się, to moment, w którym to napięcie puszcza. Spodziewacie się zapewne, że to rozluźnienie jest wprost proporcjonalnie silne do długości trwania i siły przeżytego przez dziecko stanu napięcia.

To rozluźnienie może objawić się w zachowaniu dziecka na wiele sposobów. Może to być potrzeba odespania – zna ją doskonale każdy. Wielu z nas ma ją np. po egzaminie, ważnym wystąpieniu itp. Może to być potrzeba odreagowania w formie różnego rodzaju wyciszenia: pobycia samemu, spokojnej zabawy, poleżenia bez ruszania itd. itp.

Bywa też, że formy odreagowania są gwałtowniejsze. Dziecko uwalnia złość. W ruch idą piąstki, nóżki.
Może też odreagowywać płaczem, szukaniem zaczepki, nie potrafić sobie znaleźć miejsca.

Ważne, by wiedzieć wówczas, że takie zachowanie dziecka to właśnie zejście napięcia, że dziecko poczuło się bezpieczne. Forma, w jakiej okażemy wsparcie w tej sytuacji jest zależna od siły odreagowywania i od tego, w jaki sposób dziecko pokazało nam wcześniej i pokazuje teraz – w tej konkretnej sytuacji – czego potrzebuje.

Przy przeżywaniu gwałtowniej uwolnienia napięcia dziecko często zmienia zdanie, waha się co do tego, czego konkretnie od rodzica potrzebuje. Warto to wiedzieć, dać dziecku do tego prawo, po prostu otwarcie przy dziecku być i dać tylko tyle i aż tyle, ile dziecko zechce wziąć.

To najwięcej i najlepiej, ile rodzic może zrobić – akceptująco z pełnym szacunkiem dla sposobu wyrażania uczuć – towarzyszyć. Z przekonaniem, że gdyby dziecko potrafiło inaczej wyrazić uczucia, to by wyraziło, czyli z daniem pełnego prawa, żeby wyrażało tak jak na tę chwilę najlepiej potrafi – bo to jest jego najlepiej.

W wychowaniu nie chodzi o to, by uniknąć burz, lecz by dać jako rodzic i dostać jako dziecko podczas nich najlepsze wsparcie.

“A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *